W środę zaczęliśmy dzień od wytrawienia testowej płytki do dekodera. Nowa płytka, w przeciwieństwie do poprzednich, pozwala bezpośrednio zasilać napędy rozjazdów. Nie musimy już stosować przekaźników ani zewnętrznego przewodu. Stare dekodery, te które przygotowaliśmy wcześniej, zastosujemy do sterowania innymi elementami makiety (semafory, przejazdy kolejowe, światła w budynkach itd). Przynieśliśmy też do modelarni piłę, która stała w drezyniarni. Ostatnio mieliśmy problemy z równym wycinaniem desek: wyrzynarka znakomicie sprawdza się przy wycinaniu okrągłości, gorzej kiedy trzeba przyciąć równo. Teraz musimy jeszcze kupić nową tarczę (stara pochodzi jeszcze z PRL) ale mamy nadzieję, że nie będziemy już mieli problemów z kątami prostymi.
Największym jednak środowym dokonaniem było zakończenie prac nad pierwszym podjazdem. Nie jest to podjazd najważniejszy (nie znajduje się na torze szlakowym) ale na pewno najtrudniejszy gdyż przecięty w połowie. Przygotowaliśmy wszystkie podpory – każda jest ustawiona w odpowiednim miejscu i ma precyzyjnie określoną wysokość, tak aby zachować profil pionowy podjazdu. Do każdej z podpór przykręciliśmy stalowy kątownik, który podpiera tor znajdujący się na samym skraju makiety, za podjazdem. Kątowniki muszą być przykręcone równo aby podparty przez nie tor nie falował. Na podjeździe zaznaczyliśmy miejsce przecięcia sklejki oraz miejsce wkręcania śrub mocujących. Było to o tyle skomplikowane, że śruby te nie mogły kolidować z innymi śrubami, tzn tymi które wzmacniają konstrukcję samej podpory oraz mocują ją do podłoża. Po przecięciu sklejki odwróciliśmy całość do góry nogami aby przykręcić kątowniki. Odciętą część podjazdu przymocowaliśmy na stałe do podłoża. Wszystkie te operacja pozwalają nam na łatwe i praktyczne zdejmowanie całej góry makiety.